wtorek, 25 lipca 2017

Wrocław - dzień 3

Z porannego spotkania z Gosią nic nie wyszło - nie wyrobiła się w czasie. Szkoda. Zamiast porannego wyjścia, przesiedziałem przed komputerem, To straszne. Dziś zimno, po wczorajszej długiej ulewie. Padało i padało - pewnie całą noc. Wychodząc na zakupy kurtka byłą potrzebna. W planach Muzeum Narodowe Pawilon  Czterech Kopuł na Pergoli. Dziś wstęp wolny. Przejdę się zobaczyć sztukę współczesną. Przy okazji obejdę ogród japoński dookoła a w drodze powrotnej może znajdę jakieś zioła, kwiatki.

poniedziałek, 24 lipca 2017

Wrocław - dzień 2

Z samego rana udałem się na Ostrów Tumski zobaczyć miejsce, gdzie mógłbym przyjść pomalować. Okazało się, że to, gdzie zazwyczaj siadam - przed nim ustawiono wystawę. Wracając minąłem dwie dziewczyny z teczkami rysunkowymi. Pewnie będą gdzieś malowały, może są na plenerze.
Poszedłem do Galerii Małgosia w rynku, gdzie nadal wisi moja wystawa, aby dowiedzieć się kiedy przyjść po prace. Miałem być krótko, tylko zapytać i tak zeszło prawie 30 min na rozmowę. W piątek będę ją zdejmował. Okrążyłem też rynek, patrząc gdzie mógłbym przysiąść do rysowania. Moje stałe miejsce brałem pod uwagę. Jednak pogoda nie zapowiadała, że dziś coś namaluję. Na popołudnie i tak miałem inne plany. Jeszcze tylko zakup biletów na tramwaj i wracam. Ale przypomniałem sobie o tych dziewczynach z teczką. Pomyślałem, ze jest niedaleko, wiec może je znajdę i popatrzę co rysują. Wróciłem a Ostrów. Siedziały niedaleko Kościoła św. Krzyża. A ponieważ był on otwarty, zajrzałem na wystawę. Tak, w nim są całoroczne wystawy wrocławskich artystów. Tym razem tematem przewodnim była postać św. Jadwigi. W kościele grał ktoś na organach, wiec chwilę posiedziałem przysłuchując się koncertowi. No a później podszedłem popatrzeć jak powstają plenerowe dzieła. I tak jak się zatrzymałem to ponad godzinę przegadaliśmy. Czas mnie nieco gonił, budzik przypominał o kolejnym zaplanowanym spotkaniu ale jeszcze 5 min. Na szczęście zaczęło kropić, i zbierało się na duży deszcz, wiec rozeszliśmy się w swoją stronę. Kolejne spotkanie miałem umówione z Gosią  koleżanką, którą poznałem w ub roku, kiedy to poszliśmy na spacer na cmentarz żydowski. Dostałem od niej sms-a, żeby zmienić lokalizację naszego spotkania bo deszcz i spacer w [parku to nie najlepsze połączenie. Ok. Bilety przydadzą się n inną okazję. Jeszcze tylko szybko obiad w Hali Targowej i przed jej wejściem spotkaliśmy się. Poszliśmy na herbatę do herbaciarni w hali. Miło było znów zobaczyć Gosię. Trochę mało rozmowna, ale tym razem już mniej nieśmiałą i więcej się uśmiechała niż rok temu. po prawie 2 godz. rozeszliśmy się, ale mamy spotkać się jutro z rana - mam ją oprowadzić po mojej wystawie. 
 Było jeszcze trochę czasu, wiec zdążyłem na spotkanie o Adamie Chmielowskim. Akurat postać mi dobrze znana, wielu nowości się nie dowiedziałem, raczej sam w dyskusji wiele opowiedziałem, ale mimo wszystko późne popołudnie nie było stracone. Szkoda tylko, ze słuchacze nie dopisali i byłem sam jeden na spotkaniu.

czwartek, 6 lipca 2017

Patrzę ze smutkiem w okno

W poniedziałek miałem zacząć malować kolejną pracę na zamówienie. Zrobiłem szkic i.... czeka. Nie chce mi się do niej zabierać. Już nie wspominam o dwóch innych, które też czekają na namalowanie.

Od samego rana miałem nie najlepszy humor. A wręcz bardzo czarny i przygnębiający. Po głowie chodziły mi jedynie czarne myśli; śmierć, koniec, bezsens, strata czasu. Najłatwiej byłoby odejść. Malowanie nie wchodziło w grę, bo więcej byłoby szkód niż pożytku. Kontynuowałem montowanie niewielkich półeczek z wykorzystaniem wiszących metalowych kwietników. Na nich pojawiły się moje magiczne akcesoria. A tych mam coraz więcej: kielichy, kociołki, świece, kości, muszle. Po dwóch tygodniach wreszcie wypakowałem je z walizki. Eksponaty były na wystawie w Łodzi przez miniony miesiąc. Tutaj ich nikt nie chce pokazać. Chociaż w część pokój przestaje wyglądać jak pracownia malarza a staje się kawałkiem pokoju wiedźmy. I to mi się podoba. 
Samotne przesiadywanie w domu, zapatrzony z nudów w monitor komputera przerzucałem kolejne strony na Facebooku. W tle leciała medytacyjna muzyka. W momencie, kiedy to piszę też leci muzyka. Wtedy odezwały się jakieś dziwnie uczucia, wspomnienia, przeczucia, ze przyjdzie moment, kiedy zostanę sam, i będzie sobie trzeba jakoś radzić. Mama jeździ codziennie do połamanej babci pomagać jej w funkcjonowaniu. To ten obraz spowodował zmiany. Mur, który stworzyłem, burzą jedynie łzy. Czas kiedyś zabierze tych, co są blisko. ... 
Zabrałem się za posprzątanie / odkurzenie mieszkania, podlałem kwiatki. Zrobiło się jakoś inaczej. W swoim pokoju i tak mam nadal bałagan; pełno gazet, kartek, walające się kredki, długopisy, pędzle. Nastrój nieco złagodniał. 
Szybko pojechałem na obiad. Dziś chyba nawet nie zjadłem śniadania. Od jakiegoś czasu nie jem. Po przebudzeniu uciekam w świat wirtualny i zapominam o jedzeniu.
Przejażdżka rowerowa dobrze zrobiła. Ale tylko na chwilę. I znów włączyłem komputer. I znów przerzucałem kolejne strony na Facebooku. Ktoś zauważył, że ostatnio wrzuciłem jakiś czarny, przygnębiający obrazek.
Zaparzyłem kilka kaw do malowania. Ale dziś malował już nie będę. Patrzę w okno na zachodzące słońce. 

Może powrót do codziennego pisania zmobilizuje mnie do jakiejś pracy. Nie chcę, żeby wrócił stan depresyjny. Od kilku tygodni nie chodzę na terapię (ośrodek nie dostał funduszy, wiec spotkań też nie ma), wiec muszę sobie radzić sam. 




wtorek, 14 marca 2017

Nie wiem co dalej.

Marnuję czas. Zabijam go siedząc na FB. Wciąż taka sama codzienność przestaje mieć sens. Niue umiem sobie poradzić. Nie proszę nikogo o pomoc bo to też nie ma już sensu. Wielokrotne prośby kończyły się zawsze tym samym: ciszą, obojętnością, odmową. Zaczynam mieć wszystkiego dość. Pozostały jeszcze koszmary senne o śmierci. Próbuję walczyć, budzić się, patrzeć w okno, może przejdą. Już nawet straciłem sens i motywację, aby tutaj zaglądać i coś napisać. Taki piękny miałem plan, codzienne pisanie. I co? Jest pustka. Nie wiem co dalej.

EDIT: (10:57)
Chyba chcę ze sobą skończyć.  Stoję przed oknem i mam łzy w oczach. Bo wiem, że tego nie zrobię. Bo się boję. Nie trzyma mnie nadzieja, że coś się zmieni. To strach mnie powstrzymuje. Rozważałem rożne opcje i tylko otrucie się byłoby najmniej bolesnym doświadczeniem. Choć nie wiem, czy gdybym miał taką możliwość, zrobiłbym to. Pewnie nie jestem aż tak zdesperowany. Inaczej w przypływie chwili zrobiłbym to, bez zastanawiania się, rozpisywania itd. Przed oczami pojawia mi się wiele obrazów z tego co było i wiele obrazów co byłoby później. Konieczności byłoby napisanie listu pożegnalnego. Inaczej sobie tego nie powyobrażam. (11:13)

niedziela, 5 marca 2017

Zajrzałem do kart

Z samego rana pojechałem odebrać kable od komputera. Zapomniałem je zabrać w piątek z wystawy. Ostatnio jakoś o rożnych rzeczach zapominam. Tużą po powrocie z wystawy zadzwoniłem do dyrektorki biblioteki. Następnego dnia sprawdziła - był. Podała znajomej i tak udało mi się go szybko odebrać. W drodze powrotnej, a byłem na rowerze, a że miałem nóż ze sobą, podjechałem po kilka gałązek bazi. Wróciłem do domu, bazie do wazony i pół dnia zleciało. Popołudniu wybierałem się doi lasu, zakładam kurtkę, z kieszeni wyjmuję klucze, żeby zamknąć mieszkanie i... nie ma nożyka. Przeszukałem pokój, korytarz i gdzie się dało. No nie ma. Pojechałem tą samą droga, gdzie zrywałem gałęzie - nie ma. No zginął. A w żaden sposób nie mogę sobie przypomnieć co się z nim stało od momentu ścięcia gałęzi do powrotu do domu. Do lasu pojechałem, ale humor miałem już kiepski. Niby to tyko niewielki, stary zwykły nożyk, ale był ze mną 15 lat. Zabierałem go na każdy wyjazd. No... przyzwyczaiłem się do niego. Szkoda. Zginął. Jedyne sensowne i racjonalne wyjście z sytuacji jakie przychodziło mi do głowy to kupić nowy. I chyba tak będzie trzeba zrobić. W sobotę wybiorę się na targ staroci i poszukam czegoś podobnego.
Wieczorem przypomniałem sobie o pewnych grupach na Facebooku, gdzie ludzie szukają zaginionych rzeczy stawiając sobie karty tarota. Zrobiłem to samo. Może one pokażą, gdzie mogłem go zgubić. Wyciągnąłem trzy karty: Gwiazda, Król kielichów i Rycerz kielichów. Na karcie Gwiazda jest woda (teren gdzie zrywałem by się zgadzał. Obok płynęła rzeka), ale karata mówi o nadziei i  pozytywnym rozwiązaniu sprawy. Niewielka rz43eczka jest także na karcie Rycerza. Ale dwie karty z kielichami, mówią bardziej o uczuciach i o tym, aby póki co, zająć się czymś innym a rozwiązanie przyjdzie. Nie do końca jestem do tego przekonany, ale nijak nie mogę sobie przypomnieć co z nim zrobiłem. Być może wróciłem do domu i gdzieś go położyłem, tylko nie wiem gdzie. Jednak wewnętrznie pogodziłem się już, ze zginął, na zawsze.

Mój nie najlepszy nastrój, skłania mnie do namalowania jakiegoś czarnego autoportretu z czerwonymi akcentami, ale póki co oddaje się słuchaniu relaksacyjnej muzyki, aby wyciszyć emocje.

środa, 1 marca 2017

stary i nowy miesiąc

Już prawie zasypiałem, kiedy zadzwonił telefon. Popatrzyłem na zegarek. Było przed 23. Po ciemku odnalazłem telefon i odebrałem. Dzwoniła M. Byłem zmęczony. Popołudnie spędziłem na spotkaniu ostatkowym wśród znajomych emerytów. W większości nauczycieli. Niestety tutaj tylko takie środowisko mam. Ale spotkanie było bardzo udane. Przyniosłem świeżo smażone faworki (róże karnawałowe). Wszystkim smakowały.  

Ostatni dzień lutego w ogóle rozdzwaniały się telefony. Dostałem kilka propozycji pokazania swoich prac. Krótkie, okolicznościowe wystawy - aż w czterech miejscach. Pojada tam prace kawowe. Do tego dłuższa wystawa prac z kotami i zajęcia plastyczne dla dzieci w bibliotece. Prace już przygotowałem. Czekaja na odbiór.  Nie ma w tym mojej wewnętrznej radości. Bo obojętność ciężko nazwać radością. 

Zaczął się nowy miesiąc, a ja zacząłem oglądać trzeci sezon serialu "Salem". Wcześniej nie przywiązywałem uwagi do tego dnia, ani nawet nie wiedziałem, że 1 marca 1692 roku zaczęły się procesy czarownic z Salem. Być może wybiorę się do lasu po-czarować, posiedzieć przy ognisku, odpocząć. Na dziś nie mam innych planów. A pogoda już wiosenna. Wczoraj było nieco cieplej. Dziś trochę wieje, ale i tak jest słonecznie. Może to słońce wróci i we mnie. Bo póki co to raczej jest dużo mroku i mgły.

poniedziałek, 27 lutego 2017

Nowa podróż

Było kilka okazji, aby podzielić się swoimi przeżyciami. wracałem na bloga, przeglądałem wcześniejsze posty, otwierałem pusty arkusz do napisania i.... i na tym się kończyło. Znikała motywacja i chęci. Później jakoś było lepiej. 

Dziś opublikowałem post, który powinien pojawić się w grudniu ub.r. I pod taką data jest opublikowany. Wtedy chyba nie byłem przekonany czy go publikować. Zresztą nie był skończony. Krótkie kilka zdań pod wpływem chwili. Dziś znów do niego zajrzałem. Nie był taki zły, wiec się pojawił. 

Zastanawiam się po co znów pisać, ale może to pomoże mi znów wstać, podnieść się, znaleźć motywacje i chęci. Pamiętam jak zaczynałem przygodę z pisaniem. Wtedy pisałem prawie codziennie. Chyba miałem o czym pisać i widziałem potrzebę dzielenia się swoimi przemyśleniami. Później trochę to odpuściłem. Zaangażowałem się w różne kulturalne inicjatywy. Fajnie byłoby o nich pisać, ale... nie robiłem tego. Wracałem tylko wtedy, kiedy było źle, żeby pogadać z moim "niewidzialnym przyjacielem". Od tamtego czasu zmieniło się nieco moje podejście, i dzielenie się dobrymi przemyśleniami też jest fajne i potrzebne. Może to dobry czas na kolejne zmiany. Zmiany, które są mi potrzebne. Spróbuję zrobić z tego miejsca dziennik tego, co wokół mnie, a nie tylko miejsce do "rzygania" wymiocinami. Takim dziennikiem był dla mnie Facebook - eh to moje uzależnienie od sieci i godzin przysiadywanych w świecie wirtualnym. To też chciałbym zmienić, bardzo bym chciał.

"Dziennik" - nie wiem jakie przyniesie to efekty, ale spróbuję. Póki co bez celu, motywacji i chęci. Nie, nie zmuszam się do pisania. Raczej pociąga mnie ciekawość i chęć zmian. Wczoraj, kiedy był nów księżyca, nadarzyła się dobra okazja, aby zacząć coś nowego, ale... nie udało się. Więc zaczynam dzisiaj, na początku nowego tygodnia. Poniedziałek to dobry dzień (śmiech) na rozpoczynanie czegoś nowego. 

Miniony rok to czas bardzo intensywnej pracy (m.in. 500 namalowanych prac i 36 autorskich wystaw nie licząc innych wydarzeń). To był mój 9 rok numerologiczny. Czas na podsumowania. w styczniu wkroczyłem w nowy, pierwszy rok numerologiczny. rok zaczynania, nowych pomysłów i nowych przedsięwzięć. Nie mam wiele zaplanowanego. Jestem zmęczony tak intensywnym trybem życia, szczególnie, ze wiele inicjatyw robiłem sam. Chce trochę od tego odpocząć. Może to wypalenie zawodowe. Nie zabiegam o nowe, nie szukam, nie maluje nowych prac. Nie maluję? W ciągu ostatnich dwóch miesięcy namalowałem 50 prac, które były potrzebne na dwie wystawy. Malowanie na ilość, bez wewnętrznej potrzeby jest dla mnie okropne, ale zrobiłem to. Prace wyszły ładne. Z wielu jestem nawet zadowolony. Pierwsza wystawa już się odbyła. Wernisaż w Łodzi był bardzo udany. Przyszło dużo gości. Wielu było zachwyconych pracami. Pokazały je ogólnopolskie telewizje. Prace po wystawie wróciły do teczki i leżą. być może kiedyś wystawa przyniesie jakiś wymierny efekt oprócz zachwytów. Wcześniej mnie to cieszyło, dziś pojawiam się na wernisażach z chyba udawanym uśmiechem, po raz kolejny opowiadam ta samą historię, odpowiadam na pytania. Czasem pojawi się tv lub prasa. A to lubię :) Ale chyba już jestem zmęczony. Kolejna wystawa za kilka dni.

Od kilku tygodni mam wisielczy nastrój. Dziś kolejna wizyta w urzędzie pracy i on również się ujawnił. Zamiast szukać ofert pracy to ja wertuje kartki w poszukiwaniu sensu i celu życia. Chciałbym zasnąć na kilka miesięcy. I obudzić się z nowymi możliwościami. Ale póki co objawy depresyjne biorą górę. Dziś już wiem jak sobie z nimi radzić . Czasem się udaje. Następne dwa tygodnie muszę sobie radzić sam. Do kolejnej terapii.

Pomyślałem o pójściu na studia. Sam jeszcze nie wiem jakie, może podyplomowe, może doktorat. Nie chcę kontynuować tego, co wcześniej robiłem. Przeglądałem dziś stronę łódzkiej ASP. Nie robię sobie zbytniej nadziei, ale może coś w tym kierunku się rozwinie. 

Zaparzyłem świeżą kawę. Mam do namalowania dwie prace na zamówienie.

O czarownicach i magii, której coraz więcej u mnie napiszę kolejnym razem.

Wystarczy, bo... zaczynam się rozpisywać.